ogłoszenia (parafialne)
Pewnie nie wszyscy z Czytelników wiedzą, że poza tym blogiem współprowadzę jeszcze innego bloga. Tym blogiem jest
ratunku-co-robic. Ponieważ tamten blog znajduje się na ownlogu postanowiłam również swojego bloga tam przenieść. Archiwum już przeniosłam (co mi zajęło trochę czasu z powodu nauki - sesja) i mogę was już tam zaprosić ;-). Tą wersję bloga zostawiam ale już teraz zapraszam
TUTAJ - nowy adres, nowy wygląd, ale nadal "stara" ja ;-).
ZAPRASZAM!!
asiaczek 26 01 09 / 20:20:40 [
komentarzy 0]
Komentuj
finanse
Wyniki z zeszłotygodniowego zerowego egzaminu z ekonomiki turystyki i rekreacji. Facet chciał być oryginalny i nie mógł nam podać od razu ocen. Musiał przy każdej osobie coś powiedzieć.
Wykładowca: Pani Małgorzata [...]
Gosia: Tutaj.
Wykładowca: No... Gdybyśmy umówili się na randkę moglibyśmy rozmawiać o finansach!
Gdyby ktoś się nie domyślił Gosia dostała 5 ;-).
Wykładowca: Pan Dawid [...]
Dawid: Jestem.
Wykładowca: Z panem mam problem. Chce pan takie mocne 2 i będzie mógł się pan chwalić kolegom, że oni mają takie zwykłe 2, a pan ma takie mocne? Czy może chce pan takie zwykłe, słabe 3 z dwoma?
Grupa: 3 mu!
Dawid: Raczej 3.
Wykładowca: Niech pan się dobrze zastanowi, może lepiej mocne 2?
Dawid: Zdecydowanie 3.
Wykładowca: Dobra... Niech będzie 3.
Takich rozmów z nim było jeszcze kilka. Nie pamiętam ich niestety. Jeśli o mnie chodzi dostałam mocne 3, z czego się cieszę bo byłam przekonana, że nie zaliczę ;-).
Został nam jeszcze jeden egzamin. A jak tam sesja u Was?
asiaczek 21 01 09 / 17:00:53 [
komentarzy 2]
Komentuj
urodzinowo
Moje wczorajsze urodziny (stara już jestem, mam całe 23 lata ;-)) spędziłam najpierw na uczelni dostając 5 z referatu (;-)), a potem na spotkaniu z W. Jak pisałam w poprzedniej "weselnej" notce spotkanie miało być tylko nie wiedzieliśmy kiedy. On na początku próbował mnie przekonać bym to ja przyjechała do Warszawy (z powodu jego małych problemów finansowych) ale dobitnie zapytałam dlaczego to ja mam jechać do niego skoro to on rzucił mnie? Stwierdził, że faktycznie mam racje i w końcu udało mu się przyjechać i zatrzymał się w przydworcowym hotelu (przecież nie wezmę go do domu kiedy są rodzice...). Odebrałam go z tegoż dworca, zakwaterował się w hotelu, a potem poszliśmy do herbaciarni i...przegadaliśmy cały wieczór. Myślałam, że w sumie nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, a okazuje się, że jednak nie... Mówił też, że mu mnie brakowało, że tęsknił, i że...żałuje rozstania. Przejawiał chęć cobyśmy jeszcze raz spróbowali, ale wybiłam mu to z głowy. Mimo, że nadal coś do niego czuje, że mnie też go brakowało i tęskniłam to z kilku powodów nie chcę z nim być. Powiedziałam, że dobrze się stało, że się rozstaliśmy bo prędzej czy później doszłoby do tego. Chciał koniecznie wiedzieć dlaczego. No to mu wymieniłam w punktach:
1. Róźnica wieku - rodzice by mnie zabili gdyby wiedzieli.
2. Odległość 220 km - żadne z nas się nie przeprowadzi. On w Warszawie ma pracę, rodzinę, córkę, przyjaciół i zasadniczo całe życie.
3. On chce mieć jeszcze dzieci, ja nie.
4 i najważniejsze - Beata. To ona była powodem dla którego się pokłóciliśmy i rozstaliśmy. To o nią tak wkurzył się W. Ja nie mogę być pewna czy oni się nie spotykają, nie jedzą jakiś kolacyjek, nie idą do kina czy nie robią czegokolwiek innego. Jestem cholernie zazdrosna o faceta, do którego coś czuję i to się nie zmieni. Wg niego przesadzam z zazdrością ale jaka kobieta nie byłaby zazdrosna o inną, z którą widuje się jej facet? Jest tu jakaś? Co za tym idzie ja mu zwyczajnie nie ufam bo już kilka razy mnie okłamał. W przyjaźni to zaufanie nie ma znaczenia, ale związek, szczególnie taki na odległość, bez zaufania zwyczajnie nie ma możliwości istnieć.
Kiedy już skończyłam to wszystko wymieniać minę miał taką jakby miał się zaraz rozpłakać... Przepraszał jeszcze kilkakrotnie za wiele rzeczy. Powiedziałam, że się nie gniewam, że wszystko jest okej. Bo przecież gdyby nie było to nie spotkalibyśmy się, nie siedzilibyśmy wczoraj w tej herbaciarni i nie rozmawialibyśmy jak normalni ludzie. A my przecież nie mogliśmy się nagadać, pomimo codziennych rozmów przez telefon czy skype. Serio mi go brakowało. Kiedy go zobaczyłam na dworcu, miałam uśmiech od ucha do ucha. O 22 odprowadził mnie na autobus, poczekał ze mną i pożegnaliśmy się...buziakiem, którego tak bardzo mi brakowało... Z początku próbowałam się odsunąc, ale potem jakoś mnie to pochłonęło...Głupota? Może i tak, widać jestem nienormalna ;-). Ale żadnych innych czułości nie było - poza tym, że mnie przytulił i poszedł, kiedy przyjechał autobus.
Pociąg powrotny miał dzisiaj o 12 ale nie udało mi się go pożegnać - pogadaliśmy tylko przez telefon. Stwierdził tylko, że ma nadzieję, że szybko się zobaczymy. Powiedziałam, że najszybciej to na kamerce na skype ;-).
I tak mi minęły urodziny. W ramach prezentu dostałam od niego wiele ciepłych słów i zasadniczo całe to spotkanie było dla mnie prezentem. Wolę taki prezent niż jakiegoś kwiatka, który za chwilę zwiędnie czy cokolwiek innego. Chyba teraz bardziej cieszą mnie niematerialne prezenty. Starzeje się czy cuś ;-)?
asiaczek 10 01 09 / 12:49:22 [
komentarzy 5]
Komentuj
weselnie
W sierpniu tego roku odbyło się wesele mojej kuzynki, Ani. Powiedziałabym, że najbliższej kuzynki bo bratanicy mojego taty. Jak wszyscy zebrani tu wiedzą nie mogłam być na tymże weselu gdyż bo byłam wtedy po drugiej stronie kuli ziemskiej. Zatem ominęło mnie. Jednak na kolejne nie trzeba było długo czekać bo właśnie wczoraj odbyło się brata Ani, Maćka. Jak wiadomo obecnie przebywam po tej samej stronie oceanu co reszta mojej rodziny zatem mogłam na nim być ;-). Ślub był w Złotoryi (za Wrocławiem) zatem trzeba było tam pojechać. Ponieważ to najbliższa rodzina to mój brat ze swoimi dwiema kobietkami też pojechał (mowa oczywiście o jego żonie i córce). Radek ma to do siebie, że rzadko się goli, zatem ma bródkę i wąsy, które mu pasują. Ma też włosy do ramion i jak to u nas bywa falowane. Wygląda o
TAK tylko może włosy ma trochę dłuższe i tą bródkę gęsciejszą ;).
W każdym razie ślub był o 14. My z Częstochowy wyjechaliśmy o 8 i na miejscu byliśmy o 11. Zameldowaliśmy się w hotelu i o 13:45 wybywaliśmy na mszę. Rodzice poszli sobie na nogach, a ja z Radkiem, Olą i Natalką pojechaliśmy samochodem. Kiedy wysiedliśmy z samochodu coś mi nie pasowało u Radka. Tak patrzę i mówię:
Ja: Gdzie masz okulary?
Radek: Sis, ja nie noszę okularów od 7 lat!
Fakt, nosi soczewki ;). Więc to co innego. Myślę dalej.
Ja: Wyprostowałeś włosy?
Radek: No.
Ale nadal coś mi nie pasowało. Dopiero będąc już w kościele, jeszcze zanim para młoda weszła, oświeciło mnie:
Ja: Ogoliłeś się!
Radek: Twoja spostrzegawczość mnie powala...
No co ;-)
**********************
Wesele - bawiłam się średnio, głównie dlatego, że nie miałam z kim. Ludzie byli głównie z osobami towarzyszącymi, albo w wieku do lat 7 ;-). Przy stoliku siedziałam z ludzmi w wieku moim ale też z osobami towarzyszącymi. Jednak po pierwszym posiłku ludzie i tak zaczęli migrować, ja głównie siedziałam z Radkiem i Olą. Natalka wiecznie gdzieś się kręciła.
Siedzę sobie właśnie z Olą. Podchodzi Radek:
Radek:
[do Oli] Chodź, wyswatam cię...
[oglądając się za długonogą i długowłosą (prawie do pasa) blondynką z dość krótką sukienką] Się też bym mógł...
Ja:
[patrzę ze zdziwioną miną]
Ola:
[wzrok, który mógłby zabić]
Radek: No co? To, że wybrałem danie nie znaczy, że nie mogę przejżeć menu!
Facet to faktycznie dziwna istota. Ale faktem też jest to, że jeśli będzie chciał to i tak zdradzi. My na to wpływu nie mamy, choćbyśmy nie wiem jak z siebie wychodziły. Cóż, taka natura faceta. Jednak my same od nich lepsze nie jesteśmy, baby też zdradzają.
**********************
Ponieważ Maciek jest ode mnie jedynie o rok starszy moje kochane ciotki uznały, że teraz czas na mnie.
ciotka nr 1: To teraz twoja kolej.
Ja: Jasne.
ciotka nr 2: A kawalera masz?
Ja: Nie mam.
ciotka nr 1:
[załamując ręce] To kiedy ty wyjdziesz za mąż?
Ja: Jak zalegalizują związki homoseksualne, ciociu.
Mina ciotek - bezcenna ;-). Więcej pytań nie było ;-)
********************
Co do W. to ociepliliśmy nasze stosunki. W piątek przeklikaliśmy prawie 12h. Najpierw na czacie, potem na skype, z małymi przerwami na obiad ;-). Wyjeżdżając do Złotoryi wysłałam smsa:
Ja: No to jedziem. Wiesz, że wczoraj przeklikaliśmy 11.5h?
W: Aż tyle? No, no... No cóż, udowodniliśmy sobie nawzajem, że potrafimy ze sobą normalnie i bez gniewu klikać, bo przed rozstaniem dominowały wzajemne oskarżenia... Wg mnie to dobrze. (...)
Dobrze. I wolę by tak zostało. W sensie na stopie przyjacielskiej, jakieś rozmowy, smsy, może czasem kawa. Jeśli mielibyśmy być razem to byłaby masakra. Co do kawy niby ma być. Ale powiedziałam, że pod warunkiem, że przyjedzie do Częstochowy, bo ja do Warszawy nie pojadę. Stwierdził, że przyjedzie. Tylko kiedy to jeszcze nie wiadomo.
To tyle na razie. Ciao! :*
asiaczek 28 12 08 / 20:23:58 [
komentarzy 2]
Komentuj